Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto używał słowa „narcyz”. Dziś słyszymy je niemal wszędzie.
Narcyzem bywa nazywany były partner, szef, polityk, influencer, a czasem nawet osoba, która po prostu lubi robić sobie zdjęcia. W mediach społecznościowych codziennie pojawiają się setki filmów i postów wyjaśniających, „jak rozpoznać narcyza”, „jak z nim wygrać” albo „dlaczego narcyzi są wszędzie”.
To rodzi bardzo ważne pytanie.
Czy naprawdę żyjemy w epoce narcyzmu?
A może żyjemy po prostu w czasach, w których po raz pierwszy potrafimy nazwać zjawisko istniejące od tysięcy lat?
Czy narcyzm jest skutkiem Instagrama, TikToka i kultury selfie?
Czy może istniał już wtedy, gdy nie było telefonów, Internetu, a nawet elektryczności?
Skąd psychologowie wiedzą, że narcyzm nie jest wymysłem XXI wieku?
Czy człowiek rodzi się narcyzem, czy staje się nim z czasem?
I najważniejsze pytanie ze wszystkich...
Czy rozwój narcyzmu można zatrzymać, zanim stanie się trwałym sposobem funkcjonowania?
Wokół narcyzmu narosło dziś więcej mitów niż faktów. Krótkie filmy w mediach społecznościowych potrafią zainteresować tematem, ale rzadko pokazują jego pełny obraz. W efekcie wiele osób wychodzi z przekonaniem, że narcyzm to po prostu ogromna miłość do samego siebie, a każdy egoista musi być narcyzem.
Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.
W tym artykule nie będziemy opierać się na internetowych opiniach ani popularnych uproszczeniach. Zamiast tego przyjrzymy się temu, co o narcyzmie wiemy dzięki historii, psychologii i współczesnym badaniom naukowym.
Bo żeby zrozumieć narcyzm, trzeba cofnąć się o wiele dalej niż do początku mediów społecznościowych.
Trzeba cofnąć się o ponad dwa tysiące lat.
Kiedy słyszymy słowo „narcyzm”, większość z nas od razu wyobraża sobie osobę zakochaną w sobie. Kogoś, kto uważa się za lepszego od innych, potrzebuje nieustannego podziwu i nie dostrzega nic poza własnym odbiciem.
To skojarzenie nie wzięło się znikąd.
Nazwa „narcyzm” pochodzi z mitologii greckiej i historii młodego mężczyzny o imieniu Narcyz.
Według mitu Narcyz był niezwykle przystojny. Zachwycał wszystkich, którzy go spotykali, ale sam pozostawał obojętny na ich uczucia. Odrzucał miłość innych ludzi, nie potrafił stworzyć z nikim prawdziwej więzi i pozostawiał za sobą osoby zranione oraz odrzucone.
Pewnego dnia zobaczył swoje odbicie w tafli wody.
Nie wiedział, że patrzy na samego siebie.
Zafascynowany obrazem, którego nie mógł dotknąć ani zatrzymać, spędzał przy wodzie coraz więcej czasu, aż w końcu – według mitu – umarł, nie potrafiąc oderwać wzroku od własnego odbicia.
Przez wiele lat ta historia była interpretowana bardzo dosłownie. Uznawano ją za opowieść o człowieku, który kochał siebie bardziej niż kogokolwiek innego.
Dzisiaj psychologia patrzy na ten mit znacznie głębiej.
Bo jeśli przyjrzymy się tej historii uważnie, zauważymy coś bardzo interesującego.
Narcyz nie zakochał się w sobie dlatego, że znał siebie.
Zakochał się w obrazie.
W czymś powierzchownym.
W czymś, czego nie rozumiał i z czym nie potrafił wejść w prawdziwy kontakt.
To właśnie dlatego wielu psychologów uważa, że mit o Narcyzie nie opowiada przede wszystkim o miłości do samego siebie. Opowiada o niemożności zbudowania autentycznej relacji – zarówno z drugim człowiekiem, jak i z własnym, prawdziwym „ja”.
I być może właśnie dlatego historia napisana ponad dwa tysiące lat temu do dziś pozostaje zaskakująco aktualna.
Bo choć od tamtego czasu zmienił się świat, nie zmieniła się ludzka psychika.
A to prowadzi do kolejnego pytania.
Czy narcyzm naprawdę jest problemem naszych czasów, czy po prostu od tysięcy lat opisujemy to samo zjawisko innymi słowami?
Gdybyśmy oceniali świat wyłącznie na podstawie mediów społecznościowych, moglibyśmy dojść do wniosku, że narcyzm jest chorobą XXI wieku.
W końcu nigdy wcześniej ludzie nie robili tylu zdjęć, nie publikowali tak wielu informacji o swoim życiu i nie mieli możliwości zbierania tysięcy polubień od obcych osób.
To właśnie dlatego wiele osób zadaje dziś pytanie:
„Czy media społecznościowe stworzyły narcyzm?”
Odpowiedź brzmi:
Nie.
Media społecznościowe mogły zmienić sposób, w jaki niektóre cechy są wyrażane i wzmacniane, ale nie stworzyły samego zjawiska.
Dowody na to znajdujemy na długo przed pojawieniem się Internetu.
Ba, nawet na długo przed wynalezieniem druku.
Już starożytni Grecy opisywali ludzi, którzy czuli się lepsi od innych, domagali się podziwu, wykorzystywali innych dla własnych korzyści i nie potrafili budować zdrowych relacji. To właśnie wtedy powstał mit o Narcyzie, od którego psychologia później zapożyczyła nazwę tego zjawiska.
Podobne postacie odnajdujemy również w historii starożytnego Rzymu. Niektórzy cesarze byli opisywani jako przekonani o własnej wyjątkowości, żądający bezwzględnego uwielbienia i traktujący innych ludzi wyłącznie jako narzędzia do realizacji własnych celów. Oczywiście nie możemy dziś stawiać im diagnozy psychologicznej – byłoby to nieuprawnione. Możemy jednak zauważyć, że zachowania przypominające współczesne opisy narcystycznych cech były dostrzegane już wiele stuleci temu.
Podobne motywy pojawiają się także w literaturze.
Znajdziemy je w tragediach greckich, w dziełach Szekspira, w wielu klasycznych powieściach, a nawet w tekstach religijnych. Od wieków opisywano ludzi pochłoniętych własną wielkością, pozbawionych empatii, wykorzystujących innych i przekonanych, że obowiązują ich inne zasady niż wszystkich pozostałych.
Zmieniały się czasy.
Zmieniały się języki.
Zmieniały się nazwy.
Nie zmieniała się jednak ludzka psychika.
To bardzo ważne rozróżnienie.
Narcyzm nie pojawił się dlatego, że powstał Instagram.
To Instagram, TikTok i inne media sprawiły, że zachowania narcystyczne mogą być dziś bardziej widoczne, częściej nagradzane uwagą i łatwiejsze do zauważenia przez miliony ludzi.
To jednak nie jest dowód na to, że narcyzm jest nowym zjawiskiem.
To dowód na to, że żyjemy w czasach, w których możemy obserwować ludzkie zachowania na niespotykaną wcześniej skalę.
A skoro narcyzm nie jest wynalazkiem XXI wieku, pojawia się kolejne pytanie.
Kiedy psychologia przestała traktować go jako mit lub cechę charakteru i zaczęła badać go naukowo?
Choć ludzie opisywali zachowania przypominające narcyzm od tysięcy lat, przez bardzo długi czas pozostawały one jedynie elementem opowieści, literatury i filozoficznych rozważań.
Dopiero na przełomie XIX i XX wieku psychologowie zaczęli zadawać pytanie, które zmieniło sposób patrzenia na to zjawisko.
Dlaczego niektórzy ludzie przez całe życie potrzebują podziwu, nie potrafią przyjmować krytyki i mają ogromne trudności z budowaniem zdrowych, bliskich relacji?
Od tego momentu rozpoczęły się badania, które trwają do dziś.
Jednym z pierwszych badaczy, którzy zainteresowali się narcyzmem, był Sigmund Freud. To właśnie on spopularyzował samo pojęcie narcyzmu w psychologii. Freud uważał, że pewien poziom narcyzmu jest naturalnym etapem rozwoju każdego człowieka. Dopiero wtedy, gdy te mechanizmy utrwalają się i zaczynają utrudniać życie oraz relacje z innymi ludźmi, mogą prowadzić do poważnych problemów.
Kilkadziesiąt lat później temat rozwinęli kolejni wybitni psychologowie i psychiatrzy.
Heinz Kohut zwrócił uwagę na to, jak ogromny wpływ na rozwój poczucia własnej wartości mają pierwsze relacje dziecka z opiekunami. Według niego źródła wielu narcystycznych trudności mogą sięgać bardzo wczesnego dzieciństwa.
Z kolei Otto Kernberg skupił się na tym, jak zaburzone relacje z innymi ludźmi oraz trudności w regulowaniu emocji wpływają na rozwój narcystycznej osobowości. Jego prace do dziś należą do najważniejszych w tej dziedzinie.
Od tamtego czasu psychologia zrobiła ogromny krok naprzód.
Dziś narcyzm nie jest już rozpatrywany jako pojedyncza cecha charakteru.
Wiemy, że może występować na wielu poziomach.
Niektóre osoby przejawiają jedynie pojedyncze cechy narcystyczne. Inne mają ich znacznie więcej, ale nadal funkcjonują stosunkowo dobrze w życiu codziennym. Dopiero w części przypadków mówimy o narcystycznym zaburzeniu osobowości – rozpoznaniu, które ma jasno określone kryteria diagnostyczne i może zostać postawione wyłącznie przez odpowiednio wykwalifikowanego specjalistę.
To bardzo ważne rozróżnienie.
W mediach społecznościowych często można odnieść wrażenie, że narcyzem jest każdy egoista, osoba pewna siebie albo były partner, który zachował się w sposób krzywdzący.
Psychologia mówi jednak coś znacznie bardziej złożonego.
Między pojedynczymi narcystycznymi zachowaniami a narcystycznym zaburzeniem osobowości istnieje ogromna różnica.
A skoro nauka przez ponad sto lat badała narcyzm z taką dokładnością, pojawia się kolejne pytanie.
Co właściwie sprawia, że u jednych ludzi narcystyczne mechanizmy się rozwijają, a u innych – mimo podobnych doświadczeń – nie?
To prawdopodobnie najczęściej zadawane pytanie dotyczące narcyzmu.
I jednocześnie jedno z najtrudniejszych.
Być może spodziewasz się, że w tym miejscu padnie jedno proste zdanie.
„Narcyzm bierze się z dzieciństwa.”
Albo:
„Narcyzm jest zapisany w genach.”
Albo jeszcze inaczej:
„Narcyzm to efekt wychowania.”
Problem polega na tym, że żadna z tych odpowiedzi nie jest pełna.
Współczesna psychologia i psychiatria są dziś zgodne co do jednego.
Nie istnieje jedna przyczyna narcyzmu.
Narcyzm nie powstaje z jednego wydarzenia, jednej decyzji ani jednego błędu wychowawczego.
Rozwija się stopniowo.
Jest wynikiem wielu nakładających się na siebie czynników, które przez lata wpływają na rozwój osobowości.
To trochę jak układanie puzzli.
Każdy element osobno nie tworzy jeszcze całego obrazu.
Dopiero gdy połączą się ze sobą predyspozycje biologiczne, temperament dziecka, doświadczenia z dzieciństwa oraz wpływ otoczenia, zaczynamy rozumieć, dlaczego u jednej osoby rozwijają się narcystyczne mechanizmy, a u innej – nie.
To również wyjaśnia, dlaczego psychologowie tak ostrożnie wypowiadają się na temat przyczyn narcyzmu.
Nie można wskazać jednego winnego.
Ani genów.
Ani matki.
Ani ojca.
Ani szkoły.
Ani mediów społecznościowych.
Każdy z tych elementów może mieć znaczenie.
Żaden z nich sam w sobie nie wyjaśnia wszystkiego.
W kolejnych częściach przyjrzymy się każdemu z tych czynników osobno.
Zobaczymy, co naprawdę wiemy dzięki badaniom naukowym, a co pozostaje jedynie popularnym mitem.
Zaczniemy od tego, czego nie widać gołym okiem.
Od biologii.
To pytanie pojawia się bardzo często.
„Czy narcyzem można się urodzić?”
Krótka odpowiedź brzmi:
Nie. Ale można urodzić się z większą podatnością na rozwój pewnych cech, które – w określonych warunkach – mogą zwiększać ryzyko rozwoju narcystycznej osobowości.
To bardzo ważna różnica.
Przez wiele lat psychologowie skupiali się głównie na wpływie dzieciństwa. Dziś wiemy, że obraz jest bardziej złożony.
Badania prowadzone między innymi na bliźniętach wskazują, że cechy związane z narcyzmem są częściowo dziedziczne. Oznacza to, że geny mogą wpływać na pewne predyspozycje, takie jak sposób reagowania na emocje, wrażliwość na ocenę innych, impulsywność czy potrzebę poszukiwania uznania.
Nie oznacza to jednak, że istnieje „gen narcyzmu”.
Takiego genu nie odkryto.
W rzeczywistości nie znamy żadnego pojedynczego genu odpowiedzialnego za rozwój narcystycznego zaburzenia osobowości.
To dlatego naukowcy coraz częściej mówią nie o dziedziczeniu samego narcyzmu, ale o dziedziczeniu pewnej podatności.
Można to porównać do nasion.
Wyobraź sobie dwoje dzieci, które rodzą się z podobnymi predyspozycjami biologicznymi.
Jedno dorasta w środowisku, które uczy je rozpoznawania emocji, budowania bezpiecznych relacji i radzenia sobie z porażkami.
Drugie wychowuje się w świecie pełnym niestabilności, warunkowej akceptacji lub ciągłej presji.
Oboje otrzymali podobne „nasiona”.
Ale wyrośnie z nich coś zupełnie innego.
To właśnie dlatego geny nie są wyrokiem.
Są jedynie jednym z elementów całej układanki.
I właśnie tutaj dochodzimy do czegoś niezwykle ważnego.
Nawet największa podatność biologiczna nie rozwija się w próżni.
Osobowość człowieka kształtuje się przede wszystkim w relacjach z innymi ludźmi.
To oznacza, że aby naprawdę zrozumieć, skąd bierze się narcyzm, musimy przyjrzeć się temu, co dzieje się z dzieckiem w pierwszych latach życia.
Bo właśnie tam współczesna psychologia odnajduje jedne z najważniejszych elementów tej układanki.
Kiedy ludzie próbują zrozumieć, skąd bierze się narcyzm, często zadają jedno pytanie.
„Co musiało wydarzyć się w dzieciństwie tej osoby?”
To dobre pytanie.
Ale odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.
Wiele osób wyobraża sobie, że narcyzm rozwija się wyłącznie u dzieci, które doświadczały przemocy, odrzucenia albo zaniedbania.
Rzeczywiście – takie doświadczenia mogą zwiększać ryzyko rozwoju narcystycznych mechanizmów.
Nie są jednak jedyną możliwą drogą.
To może być zaskakujące, ale współczesna psychologia opisuje również drugą skrajność.
Są dzieci, które dorastają nie w poczuciu odrzucenia, ale w przekonaniu, że są wyjątkowe, doskonałe i lepsze od wszystkich innych.
Nie słyszą:
„Kocham cię, ponieważ jesteś moim dzieckiem.”
Słyszą raczej:
„Jesteś wyjątkowy.”
„Musisz być najlepszy.”
„Nie możesz popełniać błędów.”
„Jesteś stworzony do wielkich rzeczy.”
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak wsparcie.
Problem pojawia się wtedy, gdy miłość i akceptacja zaczynają zależeć od osiągnięć, sukcesów lub podtrzymywania idealnego obrazu.
Dziecko uczy się wtedy czegoś bardzo niebezpiecznego.
Nie tego, że jest wartościowe.
Ale tego, że musi udowadniać swoją wartość.
To ogromna różnica.
Z drugiej strony są dzieci, które dorastają w atmosferze ciągłej krytyki, upokarzania, odrzucenia lub emocjonalnej nieprzewidywalności.
One również mogą wykształcić mechanizmy chroniące przed bólem.
Choć te dwa światy wydają się całkowicie różne, mają jedną wspólną cechę.
W obu przypadkach dziecko nie ma możliwości zbudowania stabilnego, realistycznego poczucia własnej wartości.
Zamiast tego uczy się, że aby przetrwać emocjonalnie, musi stworzyć pewnego rodzaju ochronną maskę.
Dla jednych będzie to maska człowieka doskonałego.
Dla innych – maska osoby, która nigdy nie może okazać słabości.
Jeszcze dla innych – maska kogoś, kto zawsze musi być podziwiany.
To właśnie dlatego wielu współczesnych psychologów uważa, że narcystyczne mechanizmy nie są oznaką zdrowej miłości do siebie.
Znacznie częściej są próbą ochrony bardzo kruchego poczucia własnej wartości.
I tutaj pojawia się kolejny ważny element tej układanki.
Bo nawet dzieci wychowujące się w tym samym domu nie reagują na te same doświadczenia w identyczny sposób.
Dlaczego?
Dziecko nie rodzi się z przekonaniem, że musi zasłużyć na miłość.
To jedno z najbardziej fascynujących pytań współczesnej psychologii.
Wyobraź sobie dwoje dzieci.
Dorastają w tym samym domu.
Mają tych samych rodziców.
Jedzą przy tym samym stole.
Chodzą do tej samej szkoły.
Doświadczają tych samych rodzinnych wydarzeń.
A mimo to jako dorośli stają się zupełnie różnymi ludźmi.
Jedno potrafi budować zdrowe relacje, ufać innym i zachowuje stabilne poczucie własnej wartości.
Drugie przez całe życie potrzebuje podziwu, źle znosi krytykę i ma ogromne trudności z bliskością.
Jak to możliwe?
Odpowiedź brzmi:
Bo dzieci nigdy nie wychowują się w dokładnie takim samym środowisku.
Brzmi paradoksalnie, ale jest prawdziwe.
Po pierwsze, każde dziecko rodzi się z innym temperamentem.
Jedno od pierwszych miesięcy życia jest bardzo wrażliwe na emocje otoczenia.
Drugie łatwiej radzi sobie ze stresem.
Jedno potrzebuje więcej bliskości i poczucia bezpieczeństwa.
Drugie jest bardziej niezależne.
To oznacza, że dokładnie ta sama sytuacja może zostać przeżyta przez dwoje dzieci w zupełnie inny sposób.
Po drugie, rodzice również nie zachowują się identycznie wobec każdego dziecka.
Czasami jedno z nich staje się „złotym dzieckiem”, które ma spełniać ambicje rodziców.
Drugie przyjmuje rolę tego „trudnego”, „niewidzialnego” albo „winnego wszystkiego”.
Takie role często powstają nieświadomie, ale mogą mieć ogromny wpływ na rozwój osobowości.
Po trzecie, zmienia się samo życie.
Pierwsze dziecko może dorastać w czasie, gdy rodzina przeżywa kryzys finansowy.
Drugie przychodzi na świat kilka lat później, gdy sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.
Rodzice są starsi.
Bardziej doświadczeni.
Albo przeciwnie – bardziej zmęczeni.
Dochodzi jeszcze coś bardzo ważnego.
Każde dziecko nadaje własne znaczenie temu, co przeżywa.
To, co dla jednego będzie trudnym doświadczeniem, drugie może zapamiętać jako coś, z czym poradziło sobie stosunkowo dobrze.
Dlatego współczesna psychologia odchodzi od prostego myślenia:
„To wydarzenie spowodowało narcyzm.”
Zamiast tego mówi o wzajemnym oddziaływaniu biologii, temperamentu, relacji, doświadczeń i środowiska.
To właśnie ich połączenie stopniowo kształtuje osobowość.
I właśnie dlatego nie istnieje jedna historia prowadząca do narcyzmu.
Istnieje wiele różnych dróg, które mogą prowadzić do podobnego celu.
Pozostaje jednak jeszcze jeden element tej układanki.
Bo nawet najlepiej wyposażony biologicznie człowiek i nawet najbardziej wspierające środowisko funkcjonują w określonej kulturze.
A kultura również wpływa na to, jakie zachowania są nagradzane, a jakie tłumione.
Jeżeli narcyzm istniał od tysięcy lat, to dlaczego właśnie teraz mówi się o nim tak dużo?
To pytanie ma sens.
Żyjemy w świecie, w którym niemal wszystko można zmierzyć.
Liczbę obserwujących.
Liczbę polubień.
Liczbę komentarzy.
Liczbę wyświetleń.
Nigdy wcześniej w historii człowiek nie otrzymywał tak szybkiej informacji zwrotnej na temat tego, jak jest odbierany przez innych.
Czy to oznacza, że media społecznościowe tworzą narcyzów?
Nie.
Na to nie ma dowodów.
Badania sugerują jednak coś innego.
Środowisko, w którym żyjemy, może wzmacniać cechy, które już wcześniej były obecne.
Jeżeli ktoś od lat buduje swoje poczucie wartości głównie na podziwie innych ludzi, media społecznościowe mogą stać się miejscem, które będzie ten mechanizm nieustannie nagradzać.
Każde polubienie.
Każdy komentarz.
Każda nowa osoba obserwująca profil.
To nie jest problem sam w sobie.
Większość z nas lubi być zauważana i doceniana. To naturalna ludzka potrzeba.
Problem zaczyna się wtedy, gdy cała wartość człowieka zaczyna zależeć od tego, jak reaguje na niego otoczenie.
Współczesna kultura często promuje przekaz, że trzeba być wyjątkowym.
Najlepszym.
Najbardziej podziwianym.
Najbardziej skutecznym.
Najbardziej atrakcyjnym.
Coraz rzadziej mówi się natomiast o umiejętności przegrywania, przyznawania się do błędów, proszenia o pomoc czy budowania głębokich relacji.
A przecież właśnie te umiejętności są jednym z fundamentów dojrzałej osobowości.
To dlatego wielu badaczy uważa, że współczesny świat nie tworzy narcyzmu, ale może sprawiać, że pewne narcystyczne mechanizmy łatwiej się utrwalają lub stają się bardziej widoczne.
I warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy.
Media społecznościowe pokazują przede wszystkim to, co jest głośne.
To, co wzbudza emocje.
To, co przyciąga uwagę.
Nie pokazują natomiast milionów ludzi, którzy każdego dnia budują zdrowe relacje, rozwijają empatię, uczą się odpowiedzialności i pracują nad sobą.
Dlatego czasami możemy odnieść wrażenie, że narcyzów jest dziś więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Być może jednak nie jest ich więcej.
Być może po prostu nigdy wcześniej nie byli tak dobrze widoczni.
Skoro wiemy już, skąd mogą brać się narcystyczne mechanizmy i jakie czynniki wpływają na ich rozwój, pozostaje jedno z najważniejszych pytań.
Czy można zatrzymać ten proces, zanim stanie się trwałym sposobem funkcjonowania?
Internet nie stworzył narcyzmu.
Dał mu scenę.
To pytanie brzmi zupełnie inaczej niż:
„Czy narcyza można wyleczyć?”
I właśnie dlatego warto je zadać.
Bo osobowość nie powstaje z dnia na dzień.
Kształtuje się przez lata.
To oznacza, że zanim utrwali się określony sposób myślenia o sobie i innych ludziach, istnieje okres, w którym rozwój dziecka jest szczególnie podatny na wpływ otoczenia.
Współczesna psychologia jest tutaj dość zgodna.
Im wcześniej dziecko doświadcza bezpiecznych, przewidywalnych i wspierających relacji, tym większa szansa, że rozwinie stabilne poczucie własnej wartości.
A człowiek, który nie musi nieustannie udowadniać swojej wartości, znacznie rzadziej potrzebuje budować wokół siebie ochronną fasadę wielkości.
To jednak nie oznacza, że rodzice muszą być idealni.
Takich rodziców nie ma.
Dzieci nie potrzebują perfekcyjnych opiekunów.
Potrzebują dorosłych, którzy potrafią zauważyć ich emocje, naprawiać relację po konflikcie, stawiać jasne granice i okazywać miłość, która nie zależy od ocen, sukcesów ani porażek.
To właśnie takie doświadczenia pomagają dziecku stopniowo budować przekonanie:
„Jestem wartościowym człowiekiem, nawet wtedy, gdy popełniam błędy.”
To jedno z najważniejszych zdań w rozwoju zdrowej osobowości.
Równie ważne jest uczenie dziecka empatii.
Nie poprzez wykłady.
Ale poprzez codzienne doświadczenia.
Rozmowy o emocjach.
Dostrzeganie potrzeb innych ludzi.
Przyjmowanie odpowiedzialności za własne zachowanie.
Naukę przepraszania.
I naukę tego, że każdy człowiek – niezależnie od wieku czy pozycji – zasługuje na szacunek.
Czy daje to stuprocentową gwarancję, że narcystyczne mechanizmy nigdy się nie rozwiną?
Nie.
Nauka nie daje takich gwarancji.
Wiemy jednak, że bezpieczne relacje, stabilne poczucie własnej wartości, zdrowe granice oraz możliwość przeżywania zarówno sukcesów, jak i porażek bez utraty miłości i akceptacji należą do najważniejszych czynników chroniących rozwój psychiczny dziecka.
A co, jeśli te mechanizmy zdążyły już się utrwalić?
Czy wtedy jest już za późno na zmianę?
To prawdopodobnie jedno z najtrudniejszych pytań w całym artykule.
Bo kiedy mówimy o rozwoju narcyzmu u dziecka, mówimy przede wszystkim o możliwościach.
Kiedy mówimy o dorosłym człowieku z utrwalonym narcystycznym zaburzeniem osobowości, sytuacja wygląda już inaczej.
Czy taka osoba może się zmienić?
Krótka odpowiedź brzmi:
Tak.
Ale to nie jest cała odpowiedź.
Znacznie ważniejsze jest pytanie:
Co musi się wydarzyć, żeby taka zmiana była w ogóle możliwa?
Jednym z największych wyzwań jest to, że osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości bardzo rzadko zgłaszają się na terapię dlatego, że zauważają problem w sobie.
Znacznie częściej trafiają do gabinetu z zupełnie innych powodów.
Przeżywają kryzys w związku.
Doświadczają utraty pracy.
Zmagają się z depresją.
Odczuwają pustkę.
Albo ich dotychczasowy sposób funkcjonowania przestaje przynosić oczekiwane rezultaty.
To ważne zrozumieć.
Narcyzm nie polega na świadomym wybieraniu krzywdzenia innych ludzi.
Osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości przez lata budują sposób funkcjonowania, który ma chronić ich przed wstydem, odrzuceniem i poczuciem własnej niewystarczalności.
Z czasem te mechanizmy stają się częścią ich osobowości.
I właśnie dlatego zmiana jest tak trudna.
Nie oznacza jednak, że jest niemożliwa.
Badania pokazują, że odpowiednio prowadzona, długoterminowa psychoterapia może przynieść poprawę u części osób z narcystycznym zaburzeniem osobowości.
Nie jest to jednak szybki proces.
Nie polega na przeczytaniu jednej książki.
Nie wydarza się po obejrzeniu kilku filmów w internecie.
To często lata stopniowej pracy nad rozpoznawaniem własnych emocji, budowaniem empatii, uczeniem się odpowiedzialności za swoje zachowanie i tworzeniem bardziej realistycznego obrazu samego siebie.
Jest jednak coś, czego nie da się zrobić za drugiego człowieka.
Nawet najlepszy terapeuta nie zmieni osoby, która nie widzi potrzeby zmiany.
To właśnie motywacja jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na skuteczność terapii.
I być może właśnie dlatego osoby pozostające w relacji z kimś o silnie utrwalonych narcystycznych mechanizmach tak często czują bezsilność.
Bo miłość, cierpliwość, tłumaczenie czy poświęcanie siebie nie są w stanie zastąpić decyzji drugiego człowieka o podjęciu pracy nad sobą.
To prowadzi nas do ostatniego, bardzo ważnego mitu.
Mitu, od którego zaczyna się wiele nieporozumień dotyczących narcyzmu.
Gdyby ktoś zapytał mnie, jaki mit na temat narcyzmu jest dziś najbardziej szkodliwy, odpowiedziałabym bez wahania.
„Narcyz kocha siebie za bardzo.”
To zdanie brzmi logicznie.
W końcu osoba z narcystycznymi cechami często sprawia wrażenie niezwykle pewnej siebie.
Mówi o swoich sukcesach.
Nie lubi przyznawać się do błędów.
Źle znosi krytykę.
Domaga się podziwu.
Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda to jak nadmiar miłości do samego siebie.
Problem w tym, że współczesna psychologia opisuje ten mechanizm zupełnie inaczej.
W wielu przypadkach nie mamy do czynienia z człowiekiem, który naprawdę siebie kocha.
Mamy do czynienia z człowiekiem, który za wszelką cenę musi wierzyć, że jest wyjątkowy, ponieważ bez tego jego poczucie własnej wartości zaczyna się rozpadać.
To ogromna różnica.
Zdrowa pewność siebie nie potrzebuje nieustannego potwierdzania.
Nie rozpada się po jednej krytycznej uwadze.
Nie wymaga ciągłego podziwu.
Nie odbiera sukcesu innych ludzi jako zagrożenia.
Człowiek z dojrzałym poczuciem własnej wartości potrafi powiedzieć:
„Popełniłem błąd.”
I nadal czuje, że jest wartościowym człowiekiem.
Osoba z silnie utrwalonymi narcystycznymi mechanizmami często doświadcza tego zupełnie inaczej.
Krytyka może być przeżywana nie jako informacja zwrotna, ale jako atak na własną tożsamość.
Porażka nie jest po prostu porażką.
Staje się dowodem, że cały obraz siebie może się rozpaść.
Dlatego tak wiele zachowań, które z zewnątrz wyglądają jak pycha, wyższość czy obojętność wobec innych, współczesna psychologia interpretuje jako mechanizmy obronne – nie jako oznakę zdrowej miłości do siebie.
To oczywiście nie usprawiedliwia krzywdzenia innych ludzi.
Wyjaśnienie nigdy nie jest usprawiedliwieniem.
Możemy próbować zrozumieć, skąd biorą się określone zachowania, a jednocześnie jasno powiedzieć, że przemoc, manipulacja, wykorzystywanie czy brak odpowiedzialności za własne czyny są zachowaniami, których nie należy akceptować.
I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z całego tego artykułu.
Narcyzm nie jest modą.
Nie jest wynalazkiem mediów społecznościowych.
Nie jest też prostą historią o człowieku, który kocha siebie bardziej niż wszystkich innych.
To złożony sposób funkcjonowania, który rozwija się przez lata pod wpływem wielu czynników – biologicznych, psychologicznych i środowiskowych.
Im więcej wiemy o jego prawdziwych źródłach, tym łatwiej oddzielić fakty od mitów.
A świadomość zawsze jest pierwszym krokiem.
Nie po to, żeby oceniać ludzi.
Po to, żeby lepiej rozumieć siebie, innych i relacje, które tworzymy.
Jeżeli dotarłeś aż tutaj, być może zauważyłeś coś, co jest ważniejsze niż wszystkie definicje i psychologiczne pojęcia.
Narcyzm nie jest prostą historią.
Nie jest skutkiem jednego błędu wychowawczego.
Nie jest efektem jednego genu.
Nie jest produktem Instagrama ani TikToka.
To złożony sposób funkcjonowania, który rozwija się przez lata pod wpływem wielu czynników i doświadczeń.
Dlatego właśnie warto zachować ostrożność wobec prostych odpowiedzi.
Jeżeli ktoś mówi, że zna jedną przyczynę narcyzmu albo jedno rozwiązanie tego problemu, prawdopodobnie upraszcza coś, co w rzeczywistości jest znacznie bardziej złożone.
Jednocześnie zrozumienie źródeł narcyzmu nie oznacza zgody na krzywdzenie innych ludzi.
Możemy próbować zrozumieć mechanizmy psychologiczne, które stoją za czyimś zachowaniem.
Nie musimy jednak usprawiedliwiać przemocy, manipulacji ani braku odpowiedzialności.
Bo zrozumienie i stawianie granic mogą istnieć jednocześnie.
I być może właśnie to jest najważniejsza rzecz, jaką chciałabym, abyś zabrał z tego artykułu.
Świadomość nie zmienia przeszłości.
Ale bardzo często zmienia przyszłość.
Bo dopiero wtedy, gdy rozumiemy, skąd biorą się określone mechanizmy, możemy podejmować bardziej świadome decyzje – jako partnerzy, rodzice, dzieci, terapeuci czy po prostu ludzie budujący relacje z innymi.
O narcystycznych relacjach najczęściej mówi się z perspektywy kobiet.
Znacznie rzadziej słyszymy historie mężczyzn, którzy dorastali pod wpływem narcystycznej matki, a później jako dorośli trafiali do kolejnych relacji opartych na kontroli, manipulacji, warunkowej bliskości i emocjonalnym podporządkowaniu.
A przecież mężczyźni również mogą być ofiarami narcyzmu.
Mogą przez lata nie rozumieć, dlaczego tak trudno jest im stawiać granice.
Dlaczego czują się odpowiedzialni za emocje partnerki.
Dlaczego próbują zasłużyć na miłość.
Dlaczego wytrzymują upokorzenie, chłód, kontrolę albo nieustanną krytykę, choć gdzieś głęboko wiedzą, że coś jest nie tak.
I dlaczego po zakończeniu jednej krzywdzącej relacji mogą znaleźć się w kolejnej, która z czasem zaczyna przypominać poprzednią.
Nie dzieje się tak dlatego, że tego chcą.
Nie dlatego, że są słabi.
I nie dlatego, że świadomie wybierają osoby, które będą ich krzywdzić.
Bardzo często wybierają to, co ich układ nerwowy i psychika rozpoznają jako znajome.
Jeżeli chłopiec dorastał przy matce, której miłość była warunkowa, której potrzeby zawsze były najważniejsze albo która wymagała od niego emocjonalnego podporządkowania, mógł nauczyć się, że bliskość właśnie tak wygląda.
Że miłość trzeba zdobywać.
Że spokój zależy od nastroju drugiej osoby.
Że własne potrzeby należy odsunąć.
Że sprzeciw prowadzi do kary, odrzucenia albo poczucia winy.
W dorosłym życiu te doświadczenia nie znikają automatycznie.
Mogą wpływać na wybór partnerki, sposób reagowania na kontrolę, tolerowanie przekraczania granic oraz przekonanie, że rolą mężczyzny jest wytrzymać, naprawić sytuację i nikomu nie mówić, że sam został zraniony.
Właśnie o tym będzie moja nowa książka:
„Ona cię nie raniła. Ona cię programowała.”
Będzie to pierwsza pozycja projektu Narcyzm bez tajemnic skierowana przede wszystkim do mężczyzn.
Do tych, którzy dorastali przy narcystycznej matce.
Do tych, którzy później znaleźli się w jednej albo wielu narcystycznych relacjach.
Do tych, którzy długo nie nazywali siebie ofiarami, ponieważ nauczono ich, że mężczyzna powinien poradzić sobie sam.
Ta książka nie będzie próbą obwiniania wszystkich matek ani przekonywania, że każde trudne dzieciństwo prowadzi do narcystycznej relacji.
Będzie próbą pokazania mechanizmu.
Tego, jak chłopiec uczy się miłości.
Jak te lekcje przechodzą z nim do dorosłości.
I dlaczego człowiek może wielokrotnie wchodzić w podobne relacje, dopóki nie zobaczy wzorca, który kieruje jego wyborami.
Bo czasem dorosły mężczyzna nie wybiera tego, co jest dla niego dobre.
Wybiera to, co jego psychika od dawna zna.
E-book „Ona cię nie raniła. Ona cię programowała” ukaże się we wrześniu.
Jeżeli chcesz otrzymać informację o premierze i o specjalnej ofercie premierowej, o której nie będzie dostępna publicznie, dołącz do listy osób oczekujących na książkę.
Nie po to, by szukać winnych. Po to, by zobaczyć wzorzec, który można wreszcie przerwać.
Bo największą zmianę przynosi nie odpowiedź na pytanie: „Dlaczego oni tacy są?” lecz odwaga, by zapytać: „Jak to wszystko ukształtowało mnie?